Właśnie zaczynały się wakacje. Ja, wraz z przyjaciółką Julią i byłym chłopakien Dylanem, z którym aktualnie się przyjaźniłam, mieliśmy zaplanowany wyjazd na 3 tygodnie do Londynu, gdzie przenocować nas miała mieszkająca tam cioca Julii, Edyta. Do wyjazdu zostały dwa dni wiec wszyscy trzej pakowaliśmy się w bardzo szybkim tempie by zdążyć z wszystkim na czas. Ja, oczywiście się pakowałam najdłużej, gdyż miałam mały problem z walizkami. Przechodząca nagle obok otwartych drzwi mojego pokoju mama widząc, że sobie sobie z nimi nie radze postanowiła mi pomóc.
-Kochanie, daj. Pomogę ci z tymi walizkami- powiedziała do mnie Ula, bo tak miała na imię moja matka.
- Nie trzeba, jakoś sobie z nimi poradze. - odpowiedziałam.
Ale widząc, że im bardziej się starałam, tym mniej sobie z nimi radziłiam, rzekłam więc do matki błagalnym tonem:
-Wiesz co!? może jednak mi pomóż.
- Dobrze. - powiedziała mi mama.
- Już pojutrze wyjeżdżam, będziesz za mną tęskniła? - wyksztusiłam z siebie.
- No pewnie, że będę... - powiedziała do mnie Ula z oczami pełnych łez, po czym kontynuowała - przecież nie codziennie moja jedyna, mała córeczka wyjeżdża tak daleko i na tak długo.
Nim się spostrzegłam, moja matka stała już cała zapłakana i wzięła mnie w ramiona. Szczerze mówiąc, ja i mama od zawsze miałyśmy ze sobą świetny kontakt. Byłysmy dla siebie najlepszymi przyjaciółkami. Oczywiście miałam w szkole wiele przyjaciół, można by powiedzieć nawet, że byłam bardzo popularna. Prowadziłam bardzo popularny blog modowy i doradzałam w wyborze zakupów innym, więc wszyscy dzięki temu mnie rozpoznawali. Ale wracając do mojej wciąż szlochającej matki i do mnie samej, to my się rozumiałyśmy jak nikt inny. Porozumiewałyśmy się ze sobą nawet nie wypowiadając żadnych słów. Jednym słowem byłysmy ze sobą bardzo zżyte.
- No, to chyba sie udało.- powiedziałam dumnie patrząc na zapiętą, z trudem i wypchaną po brzegi, walizkę.
Nie mogłam się już doczekać wyjazdu, ponieważ miałam nadzieję, że odpocznę sobie troche od nadopiekuńczej matki i zabawię się ze swoimi przyjaciółmi. W końcu wszyscy byliśmy już pełnoletni....no oprócz właśnie mnie, bo dopiero w trzeci dzień swojego pobytu w Anglii miałam mieć swoje osiemnaste urodziny. Gdy moja mama wyszła z pokoju, ja od razu zaczełam rozmyślać o długich i nocnych spacerach, które tak bardzo kochałam, bo mogłam sobie podczas nich przemyśleć wiele spraw.
Te dwa dni zleciay mi bardzo szybko i nim się obejrzałam, siedziałam już z przyjaciółmi w taksówce, która wiozła nas na lotnisko. Gdy już dojechaliśmy na nie, Julia i Dylan zajeli się wypakowywaniem z bagażnika samochodu walizek, a ja poszłam od razu zająć jakieś przyzwoite miejsca. Zajełam dwa 2-osobowe rzędy, po czym wskazałam je przyjaciołom. Nie trzeba było długo czekać a nasza paczka była już tak pochłonięta rozmową na temat pobytu w anglii, że nawet nie zauważyliśmy jak podszedł do nas jakiś przystojny blondyn, który na ostatnią sekunde przybył, za nim samolot wystartował. Blondyn po chwili bezowocnych prób nawiązania z nami kontaktu, postanowił szturchnąć mnie w ramię. Ja, czując jego dotyk od razu na niego spojrzałam. On robiąc słodką minę do mnie, zapytał się po angielsku czy może się do mnie dosiąść, ponieważ nigdzie indziej nie było już miejsc. Zrozumiałam o co młodzieniec mnie zapytał, bo idealnie mówiłam po angielsku i potrafiłam sie tym językiem równie idealnie posługiwać, Więc się zgodziłam. Blondyn usiadł obok mnie i się przedstawił:
- Jestem Niall. Niall Horan z One Direction.
Blondyn od samego początku się mi wydawał znajomy, tylko nie wiedziałam skąd. Lecz gdy usłyszałam, że jest on członkiem zespołu "One Direction" zaniemówiłam a moje ciało przeszedł dreszcz, którego on się przestraszył.
- Wszystko w porządku, yyy...? - zapytał, lecz nie skończył gdyż nie wiedział jak mam na imie. -Przepraszam, ale jak masz na imie?-zapytał się.
- To ja przepraszam, że się od razu nie przedstawiłam. Jestem Wiktoria, ale znajomi mi mówią Wik.
- Miło Cię poznać, Wiktoria.
- Proszę, mów mi Wik.
- Dobrze Wik. - odrzekł blondynek.
Popatrzyłam na Niall'a. Nasze spojrzenia po raz pierwszy się zetknęły. Siedzieliśmy tak zapatrzeni sobie w oczy i żadne z nas nie było w stanie wydać z siebie już żadnego dźwięku. Obaj mieliśmy jakże piękne i głębokie, niebieskie oczy. Była między nami niezręczna cisza, która, w pewnej chwili, została przerwana przez nadchodzącego mulata, który wołał Niall'a już jakieś dobre pięć minut. Blondyn jak poparzony odsuną się odemnie i zaczął machać ręką do idącego w naszym kierunku chłopaka.
- Wik, to jest Zayn - wskazał palcem na mulata - mój przyjaciel, czło .... - niedokończył, gdyż mu przerwałam.
- Wiem kim on jest, ja znam was wszystkich - powiedziałam, po czym swoją ręką złapałam rękę Niall'a i położyłam mu ją na jego kolano.
Od razu dostrzegłam rumieńce na twarzy blondyna, więc zabrałam swoją dłoń z jego, po czym go przeprosiłam, zawstydzona. Zayn widząc tą sytuację postanowił się ulotnić. Gdy zauważyliśmy, że go już przy nas nie ma, atmosfera się rozluźniła i zaczęliśmy rozmawiać. Dawędziliśmy na tematy nieważne, ale tak nam się dobrze rozmawiało, że nie chcieliśmy przerywać. Rozmawialiśmy ze sobą tak, jakbysmy się znali od zawsze, a znaliśmy się dopiero zaledwie dwie godziny, lecz nam to nie przeszkadzało i dalej prowadziliśmy zmierzającę do nikąd rozmowy, śmiejąc sie przy tym. Całej tej sytuacji przyglądał się pewien loczkowaty młodzieniec. A dokładnie mówiąc to przyglądł się mi, 'zmierzac' mnie przy tym od góry do dołu. Od razu wyczułam jego przeszywające mnie spojrzenie. Uniosłam wzrok na niego, a on spojrzał mi prosto w oczy i zafascynował się tym, co w nich ujżał. Skrępowana, jego wciąż skierowanym na mnie, wzrokiem delikatnym i cichym głosikiem wyszeptałam do Niall'a:
- Spójrz. On ciągle mi sie przygląda!? - spytałam przeraźliwie znając odpowiedź.
- Ale kto? - spytał zdezorientowany Niall.
- Ten w lokach. - odpowiedziałam mu spoglądając na loczka.
- Zaczekaj chwilę. - powiedział - Harry!
- Po co go tu wołasz!? - zapytałam rozłoszczona - tak w ogóle to ty go znasz?
- No tak, jest moim przyjacielem i należy do zespołu. - odparł Niall - Myślałem, że o tym wiesz!?
Blondyn przez chwilę patrzył na mnie. Zauważył, że z każdym krokiem jaki Harry wykonywał w naszą stronę, bladłam o pół odcienia. Gdy już loczek, bo tak nazywali go koledzy, podszedł do nas, chcąc się przywitać zamarłam. Harry widząc moją śnieżno-białą twarz, zrobił kilka kroków w tył. Zaraz zawiadomił o tej sytuacjii, którejś ze stuardes a ona odpowiednimi lekami pomogła mi. Przez resztę lotu spałam, nieświadomie, na ramieniu mojego nowego znajomego, co mu nie przeszkadzało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz